O trzech księżniczkach, które znalazły miłość

 

Chcecie bajki? Oto ona! Za górami, za lasami, mieszkały sobie trzy księżniczki. Jedna we Wrocławiu, druga nad morzem, trzecia w małej mieścinie, gdzie wszyscy się znają. Każda z nich szukała miłości. I każda ją w końcu znalazła.

Esmeralda, księżniczka z Wrocławia, miała świetny biznes i narzeczonego. Wcale nie lubiła, żeby służba nosiła ją w lektyce. Wręcz przeciwnie! Sama zasuwała na rowerze, a wiatr rozwiewał jej długie, rude włosy. Bo księżniczka kochała wolność, samodzielność i tiramisu, na które wpadała ze swoim księciem przynajmniej raz w tygodniu.

– Ach, co tam księciuniu, jedzmy – żartowała i wbijała łyżeczkę w puszysty mus – Później pobiegamy dłużej na bieżni, prawda? Książę ją kochał, więc potakiwał. Poddani często ją oklaskiwali, kiedy tak jechała wrocławskimi ulicami, bo kochali swoją pomysłową, kreatywną i mądrą księżniczkę. Wszystko byłoby dobrze, gdyby nie zły czarownik, który zakradł się do królestwa Emseraldy. Namówił księcia, żeby się rozstał z rudowłosą i odszedł w siną dal. Książę uległ namowom i zniknął z królestwa, zaś księżniczka bardzo płakała i nie mogła sobie znaleźć miejsca. Poprosiła, żeby z zamorskiej krainy przyjechała do jej pałacu znana w całym świecie, wróżka Diona.

– Jestem bardzo zajęta – odparła Diona, gdy posłaniec dotarł do niej z listem – Ale jeśli chodzi o złamane serce, to nie ma mowy, żebym kazała czekać biednej księżniczce. Każcie zaprzęgać rumaki! – zawołała i zarzuciła na ramiona ciepły szal, bo do Wrocławia był cholerny kawał drogi. Kiedy w końcu dotarła na miejsce i weszła do królewskiej komnaty, Esmeralda siedziała przy kominku ze zwieszoną głową. Nic jej nie cieszyło. Zgasł jej dawny zapał i radość życia. Firma, którą do tej pory tak świetnie prowadziła, podupadła.

– Czy możesz spojrzeć w swoje magiczne karty, Diono? – chlipnęła – I powiedzieć co mam dalej robić w życiu? Diona wyjęła z przepastnej torby swoje dwie ulubione talie kart: lenormandy i Złotego Tarota.
– No, zobaczmy – usadowiła się wygodnie na aksamitnym szezlongu – Zobaczmy księżniczko, co tam dla ciebie szykuje los, ale tak czy owak, niczego się nie bój – dodała – Pamiętaj, że sami go tworzymy.

– Ale jak? – Esmeralda chlipnęła po raz drugi – No jak, powiedz? – Przez pozytywne, dobre myśli – uśmiechnęła się tajemniczo Diona – I dzięki miłości, którą się otaczamy. Chwilę później Diona rozłożyła talię kart, a księżniczka z lekkim wahaniem wybrała kilka. Wróżka chwilę patrzyła na rozkład, po czym wzięła głęboki oddech i uśmiechnęła się do zapłakanej Esmeraldy. – On wróci – oznajmiła – Poczekaj. Odszedł nie dlatego, że cię nie kocha, ale dlatego, że musiał coś przemyśleć, dojrzeć do prawdziwego związku. Kiedy znów się zwiążecie, szybko będziesz w ciąży, zaś królestwo dostanie królewicza – patrzyła w karty i czytała jak z nut – Teraz powinnaś się zająć swoją pracą, pasją i własnym rozwojem. – Ach, Diono, to zbyt piękne, żeby było prawdziwe – oznajmiła smutno Esmeralda – Wiem, że twoja sława sięga do zamorskich ziem, ale jakoś nie mogę w to uwierzyć. To brzmi jak bajka! – Bo jest nią w istocie – mruknęła z humorem Diona – Ale niezależnie od tego, wszystko się ułoży, zobaczysz. Kiedy to się wydarzy, wyślij do mnie giermka z wiadomością. W smutne serce Esmeraldy wstąpiła nieśmiała nadzieja. Za radą Diony, zajęła się pracą i znów postawiła na nogi swoją agencję reklamową. Zapisała się także na kurs numerologii i jogę. Półtora roku później stał się cud. Książę odezwał się do Esmeraldy i poprosił o wybaczenie. To wina złego czarownika – tłumaczył się – On mnie namówił na wyjazd z królestwa. Ale to nie poszło na marne, bo przekonałem się, że jesteś tą jedyną. Tylko czy mi wybaczysz? – Wybaczyła, jasne, że wybaczyła! – opowiadała Diona innym wróżkom, gdy spotkały się na corocznym Sabacie, gdzie popijały napary mocy i mądrości. A skąd to wiem? – zawiesiła głos – Bo jakiś czas temu przygalopował do mnie giermek na gniadym rumaku. W liście Esmeralda pisała, że jestem najlepszą z wróżek – tu Diona skłoniła się skromnie – I że wyjechali godzić się do SPA. Zdaje się, że w górach. I tak się godzili, że latem przyjdzie na świat królewicz – zaśmiała się radośnie, a za nią wszystkie inne wróżki.

Lubimy Cię słuchać, Diono – mówiły – Opowiedz nam zatem jeszcze o… Księżniczce Klementynie z Gdyni – Wiesz, o tej, która z samotności popijała wieczorami wino i paliła trawkę. A może nawet coś jeszcze. Diony nie trzeba było długo prosić.- No cóż – zaczęła – Księżniczka Klementyna, prócz tego że zarządzała nadmorskim królestwem, była także prezesem firmy. I jak to zwykle w takich sytuacjach bywa – w pracy musiała być twarda i nieustępliwa, zaś w domu nikt na nią nie czekał. Była samotna, bo mężczyźni w większości boją się, że nie dorównają mądrej, bogatej kobiecie. Księżniczka smutki topiła w coraz większej ilości alkoholu. Coraz więcej także paliła. W końcu się ocknęła, że tak dłużej być nie może. Gdy trafiła do mnie, jej poddani już głośno szeptali, że z ich władczynią jest coś nie tak. Diona szybko odkryła, że za jej uzależnieniem i samotnością leży klątwa, która rzuciła dawno temu zła wiedźma, czyli prawdopodobnie zazdrosna sąsiadka, która przeklęła kobiety w jej rodzie. Wróżka podjęła się odprawienia rytuału, który uwalnia od starych programów. Przez ten czas księżniczka także miała wykonać swoją pracę: oczyszczać ciało i umysł, czyli nie pić, nie palić, dużo spacerować, chodzić wcześnie spać. – To niezwykłe, wróżko Diono! – Klementyna nie mogła się nadziwić, że po odprawieniu rytuału, nie musiała już po przyjściu z pracy nalewać sobie wina, nie ciągnęło jej do zapalenia trawki. Kiedyś sobie tego w ogóle nie wyobrażała. Oprócz rytuału, Diona wywróżyła księżniczce Klementynie wspaniałego męża. Teraz już nic nie stało na przeszkodzie, żeby znalazła miłość życia. I znalazła, ale książę przyjechał do niej z innego królestwa, z daleka. Razem z całą świtą wniósł do komnat swój ulubiony fotel, biurko i laptopa. To było jego narzędzie pracy. Okazało się, że z wyróżnieniem ukończył Królewską Akademię Informatyczną i został wybitnym programistą. – Przeprowadził się, choć mój pałac jest znacznie mniejszy niż jego – rozpromieniła się Klementyna, kiedy relacjonowała Dionie historię wywróżonej już wcześniej miłości – Być może za jakiś czas przeniesiemy się do jego włości. A wiesz dlaczego? – Klementyna uśmiechnęła się tajemniczo – Bo za kilka miesięcy ma przyjść na świat nasza córka. Chcemy nadać jej imię…Diona. Szczęśliwa Klementyna wiedzie teraz w Gdyni spełnione życie szczęśliwej żony, matki i pani prezes.

Z kolei podupadła księżniczka Anastazja z Pcimia Dolnego, prócz zarządzania wieloma ziemiami rolnymi, lasami i łąkami, prowadziła także szkolną świetlicę. Należała do tych pracowitych dziewczyn, które nie zważają na królewskie tytuły, tylko, jak trzeba, to zakasują rękawy i zabierają się do roboty. Pierwsza miłość Anastazji była nieszczęśliwa, choć zapowiadała się wspaniale. Jej wybranek nie pochodził z królewskiego rodu, ale w jego żyłach płynęła szlachetna krew. Był rycerzem, a legendy o jego męstwie krążyły od morza do gór. Poznali się podczas turnieju, kiedy to galopując na swoim rumaku zdobył dla Anastazji główne trofeum – złoty diadem. – Ach, Anastazjo! – aż piszczały z przejęcia inne dobrze urodzone – Jak bardzo ci zazdrościmy! Żadna z nas nie ma takiego błyszczącego diademu! Możesz go nosić i z daleka będzie widać, że nadchodzi księżniczka. Anastazja miała do błyskotek dużo dystansu. Najbardziej lubiła pleść na swoich łąkach wianki ze stokrotek. Jednak w rycerzu zakochała się bez pamięci. Ale jak to bywa w tym środowisku, rycerzyk jeździł sobie to tu, to tam, a wszędzie było mnóstwo młodych dam, które zerkały na niego zachłannie, bo urody to mógł mu pozazdrościć nawet młody Brad Pitt. No i w końcu stało się: rycerz – bawidamek opuścił Anastazję. W dodatku w bardzo nierycerski sposób, czym doprowadził ją do wielkiej rozpaczy. Wówczas młoda kobieta poprzysięgła sobie, że już nigdy więcej się nie zakocha. Minęły trzy lata, a ona wciąż pielęgnowała swój ból i trwała w samotności. A kręcił się koło niej pewien książę z równie podupadłego, jak Anastazja – rodu. I chociaż jej się podobał – bo był dobry, inteligentny i całkiem przystojny, nie umiała otworzyć się na miłość. W pewnym momencie, mądra ciotka Anastazji, księżna Romualda, postanowiła wezwać do Pcimia Dolnego wróżkę Dionę. Okazało się, że Diona była nawet w pobliżu pałacu, gdyż zamawiała na wymiar nową kuchnię, żeby warzyć w niej magiczne napary. – Dobrze, przyjadę – wyraziła chęć spotkania się z Anastazją – Już niejedną księżniczkę wyciągnęłam z depresji! Anastazja była skromnie ubraną, piękną kobietą. Miała szlachetne rysy twarzy i równie szlachetne serce. Ale głęboko zranione. – Wiem co się wydarzyło trzy lata temu – zaczęła łagodnie Diona – Ale to nie powód, by zamykać się na nowe uczucie. Możemy w ten sposób przegapić miłość życia. Długo rozmawiały przy blasku świec. Diona zapewniła ją, że książę, który teraz zabiega o jej względy, jest wart uczucia i można mu zaufać. – Królewski kronikarz doniósł mi niedawno, że Anastazja i mądry książę pobrali się, a niedługo przyjdzie na świat ich synek – oznajmiła radośnie Diona swoim wróżkom na kolejnym Sabacie, gdzie piły nowe, magiczne napary jej autorstwa – I będą żyli długo i szczęśliwie. Tego jestem pewna! Bo miłość daje nową siłę na życie, uskrzydla, upiększa i sprawia, że stajemy się lepszymi ludźmi. A ponieważ wszystkie jesteśmy księżniczkami dla swoich wybrańców, tak też możemy się czuć!

Z okazji Walentynek wielkich i małych miłości, radosnych flirtów i gorących romansów życzy wszystkim – wróżka Diona.