Każdy chce kochać!

– Morze czerwonych balonów w kształcie serc, kwiaciarnie pełne migoczących światełek, naręcza tulipanów na rogach zimnych jeszcze ulic! – zachwyca się Magda, klientka wróżki Diony, która od kilku lat czeka na miłość i zawsze zamawia specjalną wróżbę w Walentynki – Ten dzień jest szczególny, choć przecież wiem, że to komercja – śmieje się – Ale miłości i jej oznak, nigdy dość. Wszyscy jej szukamy, czyż nie?
– To prawda – przytakuje Diona i z uśmiechem wyjmuje swoje ulubione karty – barwne, niewielkie lenormandy – Zobaczymy czy w końcu pojawi się ten jedyny.
Po raz kolejny, kładzie Magdzie karty i konsekwentnie mówi: ten jedyny jest i czeka. – Poznasz go w dziwnych okolicznościach. Gdzieś wysoko, w powietrzu. Może w górach? Poczekaj  jeszcze parę miesięcy. Na następne Walentynki dostaniesz pierścionek zaręczynowy – uśmiecha się Diona.
Magda niby wierzy, niby nie wierzy. – W górze? – dziwi się – w ogóle nie chodzę w góry. – Zobaczymy – kwituje Diona – Życie jest cudownie nieprzewidywalne.
Miłość wywróżona pod wieżą Eiffla
– Kiedyś, a było to także w Walentynki, pojechałam na wycieczkę do Paryża. Wiadomo – miasto miłości. Chciałam zobaczyć jak wygląda Paryż rozświetlony milionami serduszek. Było wspaniale. Poznałam tam też młodą kobietę. Gadałyśmy o tym i owym, a ona otwierała się coraz bardziej. Powiedziała mi między innymi, że nie ma szczęścia do facetów. Każdy z którym była, po jakimś czasie okazywał się oszustem, próbował ją namówić na dziwny biznes, chciał pożyczać pieniądze lub tak wykorzystać  sytuację, by się ustawić. – Dziewczyna, powiedzmy, że miała na imię Ania, pochodziła z dobrej, bogatej rodziny a  w takiej sytuacji częściej zdarza się, że druga strona nie zawsze ma czyste intencje. Gdy tak się skarżyła, odruchowo wyjęłam karty z torebki. Zawsze je z sobą noszę. – Chcesz? – zaproponowałam – To ci powróżę.
Chciała. Położyłam karty a tam widzę, że już niedługo, mniej więcej do 3 miesięcy,  w sytuacji… publicznej awantury pozna mężczyznę, który będzie dla niej ważny. I ona dla niego także, bez udawania, bez ściemy. Najpierw połączy ich przyjaźń, która stopniowo przerodzi się w miłość. – W publicznym miejscu? Awantura? – zastanawiała się moja nowa, paryska znajoma – Bardzo dziwne.
Przez parę miesięcy milczała. Aż w końcu się odezwała i opowiedziała, co się wydarzyło. Otóż, była w klubie, gdzie nagle wywiązała się bójka, dwóch mężczyzn zaczęło się szarpać. W ferworze, Ania, która stała blisko i chciała ich rozdzielić, sama dostała w twarz. Wtedy nagle mężczyzna się ocknął i zaczął ją przepraszać. Pojechali razem na pogotowie, bo miała rozcięty policzek. Okazało się, że ten mężczyzna stanął w obronie kobiety, którą  drugi obraził, stąd zrodziła się pyskówka, a potem doszło do rękoczynów.
Od słowa do słowa, zaczęli rozmawiać o tym i owym. Mówiła, że czuła się przy nim tak, jakby się od dawna znali.  Chłopak też pochodził z zamożnej rodziny, więc od razu odpadł argument chęci wykorzystania jej materialnie. Zaprzyjaźnili się, zaczęli do siebie dzwonić, pisać. Spotykali się coraz częściej.
– A dzisiaj są małżeństwem i mają już trójkę dzieci – kończy triumfalnie Diona –  Czasem historie miłosne zaczynają się od bójki – komentuje przekornie.
– A czasem kończą się niespodziewanie, choć już wysłano zaproszenia na ślub i dokonano zaliczek na poczet przyjęcia – dorzuca wróżka Ewa – Bo takiej właśnie dziewczynie stawiałam karty. I widzę wyraźnie, że młodzi nie mają wspólnej przyszłości. Mówię jej to ostrożnie, bo przecież nie wiem jak zareaguje. A ona się śmieje, że to przecież niemożliwe, bo wszystko przygotowane, zamówione i zapłacone. – Proszę pani! Za miesiąc  będę jego żoną!
Happy end, mimo przeszkód
Ale jeszcze przed ślubem niedoszła małżonka wykupiła z koleżankami wycieczkę. Babska wyprawa w egzotyczne miejsce. I na tej właśnie wycieczce poznała  mężczyznę, który ją zafascynował, zauroczył. Ona jego także. Serce jej podpowiedziało, żeby nie szła do ołtarza z wieloletnim narzeczonym, że to jest właśnie jej mężczyzna życia. Odwołała ślub, choć za tym szedł „wstyd dla rodziny” i straty finansowe.
-Trudno powiedzieć że cała historia źle się skończyła, skoro ta kobieta jest dziś szczęśliwą mężatką – komentuje wróżka Ewa.
Bo chyba nie ma recepty na szukanie miłości. Dziś, kiedy związki przeniosły się do internetu, powszechne stały się skype’owe miłości. Łatwo kogoś oszukać, zawieść, zdradzić, gdy ludzie żyją bardziej wirtualnie niż naprawdę.
Dlatego moja klientka tak się denerwowała: ciągnąć ten związek, jechać do niego? – Ewa opowiada kolejną miłosną historię – Bo facet mieszkał w Szwecji, długo ze sobą pisali, często rozmawiali, ale na żywo się nie widzieli. Karty nie zwęszyły żadnego niebezpieczeństwa. – Niech pani jedzie, ten związek ma przyszłość – zachęcała Ewa. Bała się, wahała, ale w końcu pojechała. Dziś już mieszka tam na stałe, chyba urodziło im się dziecko. To dowód na to, że również internetowe znajomości mają szansę na happy end.
– Nawet wtedy, gdy pozornie nie ma już szans na wspólne życie, coś może się zmienić – zapewnia runistka, Elżbieta Wilczyńska, a mówi to choćby na podstawie historii jaka przydarzyła się koleżance jej koleżanki – Kobieta przeżyła traumę, bo jej chłopak, z którym była 7 lat i z którym planowała wspólne życie, na wieść o ciąży po prostu znikł. Ona została bez środków do życia, musiała zrezygnować z pracy i wrócić do rodziców. Wydawało się, że wszystko co złe już się stało, jednak runy mówiły co innego: zapewniały, że para do siebie wróci. Na nowo się odnajdzie i pokocha. To wydawało się bzdurą, bo chłopak przez wszystkie miesiące ciąży, nawet nie spytał  jak czuje się przyszła matka jego dziecka – kontynuuje Elżbieta – Ale gdy dzidziuś się urodził – pojawił się i chciał ponownie nawiązać kontakt. Dziewczyna była zraniona i przygnębiona, jednak z tygodnia na tydzień wszystko zaczynało się układać. Od tamtej pory minęło 5 lat, a oni są szczęśliwą rodziną. I mają już dwójkę dzieci.
– Życie pokazuje, że cierpliwość zostaje wynagrodzona – kwituje Johanna, znana, szczególnie w Niemczech, jasnowidząca i jasnosłysząca – Moja stała klientka, Bogusia, pielęgniarka, ale z kilkoma amerykańskimi dyplomami z dziedziny kosmetologii, parę lat temu zakochała się w Adamie, przystojnym ortopedzie – To nie był łatwy związek,bo facet był typem rozpieszczonym przez kobiety: podrywanym i adorowanym. No cóż, młody, przystojny i dobrze sytuowany lekarz… Która by się nie połakomiła? – śmieje się – On sam nie wyglądał na zdecydowanego, by wytrwać przy Bogusi, mimo, że dziewczyna była piękna i mądra. Często płakała. Nie była pewna tej relacji, siebie samej, swojej przyszłości. A ja widziałam, że wszystko się ułoży, gdy wróci „zza wielkiej wody”. – Tylko, że ja się nigdzie nie wybieram – chlipała mi Bogusia – Nigdzie nie jadę.
Ale przyszła do niej oferta, czyli propozycja świetnego szkolenia, która było nie do odrzucenia. Trochę dłużej niż rok w Nowym Jorku, to śmierć dla związku – mówiła – Po powrocie, Adam będzie już związany z kimś innym…
A jednak to rozstanie im pomogło, umocniło ich uczucie. Dziś są razem „oficjalnie” i starają się o dziecko.
Gdy czai się gdzieś za rogiem
Czasem magiczny zabieg przyciąga i przywołuje miłość, która wszak musiała się już gdzieś czaić, gdzieś czekać. A ponieważ wszechświat kocha wszelkiego rodzaju akty psychomagiczne i gesty symboliczne, takim aktem okazało się zawiązanie czerwonej wstążki na przegubie dłoni.
– Wpadli do salonu tuż przed świętami, gdy odkurzałam – opowiada ze śmiechem Elżbieta – Mój syn z kolegą. Chłopak odważył się przyjść po pomoc, bo bardzo już „chciał mieć dziewczynę na stałe” – jak sam to określił. Wiedział, że zajmuję się „czarami marami”,  więc zdeterminowany poprosił o pomoc. Zrobiłam to. I niedługo musiał czekać, bo tylko… do Sylwestra. W tym dniu poznał dziewczynę, która także przyszła na imprezę sama. Od tamtego czasu minęło już 10 lat. I wciąż są razem…
– Czasem miłość się kończy, ale mentalna, kosmiczna więź zostaje – zwierza się ze swoich doświadczeń wróżka Anna, która określa siebie jako „kozacką czarownicę” , głęboko zanurzoną w prastarej wiedzy, jaką kobiety na wschodzie, między innymi na Ukrainie wypijały z mlekiem prababek, babek i matek – Mnie właśnie prababcia wywróżyła, że mój przyszły mąż będzie się zajmował okultyzmem. Wtedy nie wiedziałam co to jest, byłam zbyt młoda. Po wielu latach wróżba istotnie się ziściła: mój mąż zajmował się energiami, kontaktował z tamtą stroną,  oczyszczał domy i miejsca w których ludzie nie mogli żyć spokojnie. Dziś już nie jesteśmy razem, bo nie każdemu pisany jest związek z jedną osobą do końca życia – podsumowuje – Właśnie o miłość pytają mnie najczęściej a moje kamienie z których wróżę, chętnie o tym mówią.
Niekiedy głębokie, miłosne spełnienie przychodzi do nas później niż się spodziewamy. Albo wtedy, gdy już na miłość wcale nie czekamy.
– Tak było z moją klientką, Basią – opowiada astrolożka i tarocistka, Kasia Południak – Kiedy do mnie trafiła, miała 52 lata i nie szukała uczucia. Od 10 lat była już wdową, oswoiła się z życiem w pojedynkę. Jej dzieci były dorosłe, pozakładały rodziny. Po śmierci męża prowadziła rodzinną firmę i dobrze sobie radziła,ale miała w sobie lęk związany z przyszłością. Chciała wiedzieć co Tarot powie o jej biznesie i jego dalszych losach. I wtedy stało się coś dziwnego: zamiast odpowiedzi na jej pytanie, karty pokazały wielką, namiętną miłość, uczuciowe spełnienie.
Kobieta zaśmiała się tak, jakby doradczyni opowiedziała jej dobry żart. I skomentowała, że nie takiej rady oczekiwała, że absolutnie nie szuka partnera, bo żyje jej się dobrze tak, jak jest.
– To będzie prawdopodobnie w lutym, za miesiąc – dorzuciła Kasia, która w tego typu wróżbach potrafi być niezwykle precyzyjna – Proszę dać mi znać, gdy coś się wydarzy.
I fruwa w powietrzu…
Pożegnały się miło, ale klientka była bardziej niż sceptyczna. Kiedy zadzwoniła kilka tygodni później, by się umówić na spotkanie, miała całkiem inny głos! No i wyglądała zupełnie inaczej – odmłodniała, w oczach blask, niemal unosiła się nad ziemią! Co się okazało? Że odezwał się do niej jej dawny chłopak z liceum, pierwsze, szalone uczucie. W czasach studenckich wyjechał z Polski, a Basia nie mogła się z tym pogodzić, bardzo cierpiała. Trochę z przekory  wyszła za mąż za kolegę ze studiów. Wcale go jednak nie kochała, nie byli dobraną parą. Gdy chciała się rozwieść, zdiagnozowano u męża nowotwór. Była z nim do końca.
-Tamten mężczyzna także pochował żonę – ciągnie niezwykłą historię Kasia – I postanowił wrócić do Polski, odszukać młodzieńczą miłość.
Bez zastanowienia zaręczyli się na Walentynki.
– Nic tylko ocierać łezki, gdy się tego słucha – dodaje ciepło Diona – Ale i ja mam puentę miłosnej historii. Magda, moja klientka, której wywróżyłam „miłość gdzieś w powietrzu”, zadzwoniła do mnie kilka dni temu.
– Ależ jesteś czarownicą! – zawołała radośnie na wstępie – Miałaś rację! Jest instruktorem paralotniarstwa. W końcu czuję, że to coś więcej. Że to w końcu jest ten właściwy człowiek. Tylko skąd ty wiedziałaś, że poznamy się nad  ziemią?!
Czasem trudno racjonalnie odpowiedzieć na takie pytanie. Zwłaszcza, że miłość nie ma nic wspólnego z rozumem. Na całe szczęście!
Życzymy jej z całego serca wszystkim naszym klientkom i klientom. Mimo śniegu i mrozu, niech kwitnie dookoła!